Linia Mołotowa- Bunkry w Uluczu

Linia Mołotowa to najdłuższy systemem umocnień w Polsce. Ciągnie się przez około 1300 km od Bieszczadów po Pomorze.

Jednak jej sława dopiero zaczyna się rodzić. Wcześniej traktowana była prawie jak legenda. Wspomnienia o Linii Mołotowa zatarły się, bo po wojnie większość obiektów przestała istnieć. Część bunkrów wysadzili Niemcy podczas przełamywania linii w 1941 roku. Resztę zniszczyły idące na Berlin wojska radzieckie w 1944 roku. Dzieła zniszczenia dokończyły po II wojnie światowej wojska polskie, by schrony nie stanowiły oparcia dla UPA.

image002Kule się bunkrów nie imały

W pamięci ludzkiej przerwały tylko opowieści, okraszone ludową fantazją. Mówią one o ścianach bunkrów wyłożonych gumą, by odbijały się od nich pociski. Tak oto prozaiczne smołowanie zyskało baśniową otoczkę.

Paweł Wójcik, jeden z autorów przewodnika po rowerowym „Szlaku nadsańskich umocnień – Linia Mołotowa”, jest pewien, że zyska ona podobny rozgłos jak Międzyrzecki Rejon Umocnień, czy Wilczy Szaniec w Gierłoży, które są odwiedzane przez tysiące turystów. – W promocji jesteśmy jednak zapóźnieni o jakieś kilkadziesiąt lat – przyznaje badacz bunkrów.

Jednym z najmniej znanych odcinków Linii Mołotowa, ale i najciekawszych, jest jej południowy fragment, ciągnący się od Bieszczadów, od Bóbrki przez Myczkowce, Lesko, Załuż, Olchowce, Sanok, Dobrą aż po Dynów. Dalej linia idzie na Przemyśl i Lubaczów. – Zlokalizowana jest na niej imponująca liczba obiektów – podkreśla Robert Bańkosz, współtwórca przewodnika opracowanego wspólnie z Pawłem Wójcikiem, Krzysztofem Plamowskim i Arkadiuszem Komskim.

Rosjanom zabrakło czasu

Sowieci zbudowali „Linię Mołotowa” w latach 1940-41. Utworzyło ją 2,5 tysiąca betonowych schronów, z czego tylko cześć zdołano przez atakiem Hitlera na ZSRR wyposażyć.

– Oblicza się, że linia była zrealizowana zaledwie w 30 procentach – dodaje Bańkosz.

– Z niektórych schronów zdążono zdjąć tylko szalunek.

Na odcinku bieszczadzkim Rosjanie zdążyli wznieść 71, schronów, m.in. 2 w Bóbrce, 2 w Myczkowcach, 7 w Lesku, 5 w Woli Postołowej, 15 w Załużu, 13 w Olchowach, 3 w Dobrej i 2 w Uluczu. To zapewne nie jest ostateczna liczba.

– Najwięcej jest tzw. bunkrów polowych, jednoizbowych – opisuje Wójcik.

– Oprócz tego w Lesku, Załużu i Olchowcach są kompleksy składające się z kilkunastu bunkrów, tzw. punkty oporu. Występują w nich trzy rodzaje bunkrów: kaponiery – prowadzące ogień na dwie strony, półkaponiery – strzelające w jedną stronę oraz bunkry do ognia czołowego.

Mamy również bunkry dowodzenia, które wyposażone były w dwa peryskopy. Miały one kontrolować całą dolinę. Jeden taki na pewno jest w Lesku, drugi prawdopodobnie w Sanoku.

Bunkry tak lokalizowano w terenie, aby nawzajem blokowały przedpole ogniem krzyżowym, a jeden z nich położony wyżej mógł wspierać ogniem dwa bunkry położone niżej lub obok.

W schronach były podziemne zbiorniki paliwa oraz generatory prądotwórcze. W otoczeniu schronów stawiano sztuczne przeszkody terenowe, np. „schody Tytana” utrudniające przemieszczanie się czołgów, „zęby smoka”, czyli betonowe zapory przeciwpancerne oraz zasieki z drutu kolczastego dla piechoty. Nie zdołano już ich porządnie zamaskować, gdyż rozpoczęła się „Barbarossa”.

Jak w bunkrze zginęły dzieci

Atak niemiecki, przy wsparciu wojsk słowackich, nastąpił 22 czerwca 1941 r. Umocnienień radzieckich bronili pogranicznicy z 92 i 93 Oddziału Pogranicza. Niektórym radzieckim załogom udało się w niedokończonych schronach przetrwać kilka dni. Jeńców nakłoniono do wzywania obsady innych bunkrów do poddania się. Tych, którzy nie chcieli złożyć broni, zabito wysadzając umocnienia w powietrze lub używając gazu.

W bunkrze w Załużu za pomocą miotaczy ognia i ładunków uśmiercono 25 osób, w tym cywilów. Dowódca bunkra, kpt. Rikadze, schronił się w nim wraz z kilkorgiem dzieci, żoną i guwernantką.

Najdłużej – do 12 lipca – broniły się załogi w Lesku. Waleczną postawę radzieckich żołnierzy wymuszono groźbami, że jeśli nie będą bronić się do samego końca, to zostaną rozstrzelane ich rodziny.

Piwniczka i klub młodzieżowy

Dzisiaj niektóre bunkry trudno odnaleźć w terenie. Ruiny porosły krzakami. W jednych okoliczna ludność urządziła sobie piwniczki. W Zwierzyniu dzieciaki przerobiły bunkier na klub młodzieżowy. Ale wrastające zainteresowanie fortyfikacjami, powoduje, że powraca się nie tylko do ich historii, ale udostępnia się je również turystom. To właśnie z myślą o nich powstał „Szlak nadsańskich umocnień i przewodnik. „Linia Mołotowa”.

O bieszczadzkim odcinku Linii Mołotowa piszą już prestiżowe przewodniki. Informacja o nim znalazły się w publikacji „Fortyfikacje – przewodnik po Polsce” oraz we francuskim przewodniku po naszym kraju oraz w przewodniku po fortyfikacjach i miastach z eksponatami z II wojny światowej wydanej przez Muzeum Wału Atlantyckiego w Saint-Nazaire.

– Bunkry są tak interesujące, bo dla zwykłych ludzi były przez lata niedostępne – uważa Bańkosz. – Turyści chcą dowiedzieć się, jak załogi, które spędzały w schronach kilka, czy kilkanaście dni, żyły. Chcą poczuć ten klimat. Atrakcyjność zależy też od sposobu udostępniania. W Polsce po niektórych bunkrach oprowadzają przewodnicy w stroju z epoki. To są żywe muzea historii.

Jak dojechać?

image001
Południową cześć Linii Mołotowa najlepiej zwiedzać na trasie Podkarpackiego Szlaku Rowerowego „Śladami nadsańskich umocnień”
Szlak liczy ok. 150 km – z Bóbrki koło Soliny do Przemyśla wzdłuż Sanu. Początek szlaku znajduje się w Solinie, przy zaporze. Są tam liczne parkingi samochodowe. Na drogowskazach do poszczególnych obiektów znajdują się pozycje GPS.

Dorota Mękarska

Źródło: http://www.nowiny24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/99999999/TURYSTYKA01/174960119

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany.

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.